Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Witam, bardzo proszę o pomoc. Jestem osobą niepełnosprawną i nie akceptuję swojego wyglądu. Jestem niskiego wzrostu (metr) poruszam się na wózku elektrycznym, mam skrzywiony kręgosłup twz. garb. Przez mój wygląd uważam się za osobę brzydką, tą gorsza od reszty... Nie wierzę w to, że ktoś pewnego dnia mnie pokocha, myśl o seksie z osobą pełnosprawną jest dla mnie abstrakcją, niby jak to miało by wyglądać? Jak ta druga osoba by na mnie spojrzała? Przecież bym jej nie pociągała fizycznie, nie potrafiłabym nawet się rozebrać... mój wzrost również jest problemem, przynajmniej w moich oczach... Piszę o tym na samym początku gdyż mając (...) jestem osobą, która mimo mojej choroby ma potrzeby seksualne nie potrafię sobie z tym poradzić...

Ukończyłam szkołę w 2009 roku, od tego czasu jestem bez pracy. Próbowałam studiować zaocznie jednak zbyt szybko się poddałam. Moi rodzice przekonali mnie, że sobie nie poradzę gdyż wcześniej uczyłam się w domu, szybko się meczę, są dojazdy jak ja zdam zaliczenia etc. Otoczenie na studiach nie zaakceptowało mnie dlatego byłam przekonana, że tak będzie cały czas i dałam za wygraną… Nie mam przyjaciół jestem zamknięta w sobie, boje się ludzi dla mnie każde wyjście do sklepu jest w pewnym sensie czymś wielkim. Siedze zamknięta w domu gdyż mieszkam w małym mieście nie ma tutaj atrakcji, przystosowań niczego… Do tego ciągła kontrola rodziców jest dla mnie udręką… Moi rodzice traktują mnie jak małe dziecko, ciągle mi czegoś zabraniają, mówiąc jesteś mała jak Ty sobie sama poradzisz? Ty potrzebujesz pomocy innych, zresztą na każde moje słowo mają 100 argumentów przeciw… Jestem jak na swoją sytuację samodzielna potrafię się sama ubrać, zjeść, umyć, pomóc w domu jednak czuję, że to za mało. Chce być samodzielna, samowystarczalna… Czuje się nikim ponieważ nie mam pracy, wykształcenia i bliscy w czasie kłótni potrafią mi to wypomnieć, czuje się wtedy bardzo upokorzona… Bo jak mam im wytłumaczyć, że szukam pracy ale chce wyjść do ludzi, pracować POZA DOMEM, nie w nim, a jeśli w nim to też chce coś robić…

Ukończyłam kursy grafiki komputerowej, dlatego, że namówiła mnie do tego rodzina, to oni przekonali mnie, że może to mi się uda jednak nie czuje tego, nie jestem z tego dobra… Co ze mną jest nie tak? Nie chce całej winy zwalić na rodzinę, jednak rodzeństwo, rodzice nie widzą jednego, ja czuje się bardzo samotna, brakuje mi osoby, która mnie pokocha, która mi doda siły, nie wiem jak mam się zabrać za swoje życie, jak zacząć… Mówią mi jesteś dorosła sama sobie radź, a potem jest sto wymówek kiedy chce np. pójść do urzędu miasta aby zapytać się czy jest jakaś praca, czy chociażby staż… Miewam myśli samobójcze jednak nie che sobie nic zrobić ze względu na rodzinę… Chciałabym pójść do przodu, porozumieć się z rodziną, ale nie potrafię z nimi się dogadać… Piszę tutaj ponieważ nie chce pokazać im mojej słabości… Oni w psychologów nie wierzą… Zapewne ten list jest chaotyczny jednak taka właśnie jestem ja… chce pracować, być kimś jednak nie potrafię zrobić kroku na przód. Bardzo chciałabym mieć dziecko, rodzinę jednak wiem, że to nie realne, moja rodzina mówi mi, że jestem chora, a osoba która bym mnie pokochała z pewnością liczyła by na jakiś majątek(chociaż bogaci nie jesteśmy) chciałaby mnie wykorzystać a już z pewnością by mnie zdradzała, bo nie można mnie pociągać jaką osobę fizyczną tu są słowa mojej siostry, mamy zresztą też… Wiem, że rodzina ma na mnie bardzo duży wpływ… jednak to JA chce żyć to JA chce być szczęśliwą… Moim problemem , który nie pozwala mi również zasnąć jest miłość…. Dwa lata pisałam z chłopakiem przez Internet, rozmawialiśmy telefonicznie. Mieliśmy bardzo podobne spojrzenie na świat, miłość, ludzi na wszystko, wytworzyła się miedzy nami wieź, uczucie… Jednak nie wiedział o mojej chorobie, nie powiedziałam mu ponieważ każdy kto się dowiadywał odtrącał mnie, w życiu realnym także…moja pierwsza miłość to był wielki zawód… nie potrafię nawet o tym teraz pisać… (...) bo tak ma na imię chłopak z ,którym pisałam jest tancerzem, widziałam go na żywo podczas zawodów, on nie wiedział, że to jestem ja… kiedy nasz kontakt się urwał byłam bardzo samotna… to była jedyna osoba, która tak dobrze mnie znała pomimo mojej choroby… Odzywał się od czasu do czasu, postanowiłam mu powiedzieć bo przecież nic nie ryzykuje…. Z początku był spokojny, wszystko zrozumiał chciał się spotkać mimo wszystko, jednak po paru dniach przestał pisać, kiedy próbowałam go przeprosić dowiedzieć się co czuje powiedział tylko, że ma wielki żal do mnie, nie chce mnie znać i dał mi do zrozumienia, że nie akceptuje mnie jako tej dziewczyny, chorej dziewczyny… Teraz widzę, że trochę się zmienił, żyje swoim życiem jednak ja dalej go kocham, tęsknie za nim… On jest całym moim światem, proszę mi nie mówić, tego kwiatu pół światu, bo on jest moją nadzieją… Tylko on mnie czasem trzyma przy życiu, bo w głębi czuje, że on się kiedyś odezwie, zrozumie spotka się... bardzo chciałabym naprawić nasze relację, wiem nie powinnam była kłamać, on powinien był zrozumieć a nie powiedzieć mi „ może masz fajny charakter, ale charakter to nie wszystko, ”już dawno zapomniałem, nie interesujesz mnie” jednak czasem pisał tak jak kiedyś że tylko ja go rozumiałam, miałam dla niego wartość i że boli go to jak go potraktowałam… Proszę powiedzieć mi co mam zrobić… (...) są zawody w moim mieście liczę na to ,że on się zjawi… mimo całego lęku pójdę tam, po to aby go chociażby zobaczyć… proszę mi powiedzieć jak powinnam się zachować podczas tego spotkania, co powiedzieć czy w ogóle do niego podchodzić… Proszę nie odradzać mi tego spotkania gdyż ja nie potrafię zrezygnować… Dla mnie ta sprawa nie jest zakończona… pomimo iż minęło parę miesięcy od kiedy z nim rozmawiałam… Czy coś ze mną jest nie tak? Może powinnam skupić się tylko na pracy… jednak w mojej głowie kumuluje się wiele wiele pytań i jeszcze więcej żalu, rozumiem to, że mogło by być ze mną gorzej, nawet to co mogę a czego nie…ale nie rozumiem dlaczego ludzie ode mnie tak uciekają… dlaczego jestem taką niewłaściwą kobietą… choć nie czuję się nią…

 



Witam Panią, W swoim liście porusza Pani kilka trudności, w związku z którymi prosi Pani o rade. Są wśród nich: samotność związana z brakiem osoby bliskiej Pani sercu oraz miłość do (...), poczucie niskiej wartości, chęć usamodzielnienia się, bycia niezależną. W liście pisze Pani o braku akceptacji swojego wyglądu, co powoduje, że czuje się Pani się gorsza od innych i ma niską samoocenę. To z kolei sprawia, że rezygnuje Pani z wielu rzeczy, które łączą się z wyjściem z domu, z kontaktami z innymi ludźmi. Brak znajomych i zamknięcie się w domu z kolei powoduje, że pogłębia się u Pani niska już samoocena i lęk przed innymi- i tak oto stworzyło się błędne koło –od poczucia bezwartościowości do lęku przed wykorzystaniem własnych możliwości. Uważam, że aby przerwać ten schemat postępowania i negatywnych odczuć może Pani skorzystać ze wsparcia osób podobnych do Pani, chorujących na tę samą chorobę; czasem rozmowa z kimś podobnym do nas podnosi na duchu oraz pokazuje możliwości poradzenia sobie z konkretnym kłopotem. Takie bliskie znajomości mogą dać Pani oparcie, ale również zmotywować do pokonywania swoich obaw- może Pani zacząć od najłatwiejszej rzeczy, np. wyjścia do sklepu. Jeśli to się uda, pewnie kolejnym razem będzie Pani łatwiej wykonać tę samą czynność albo będzie Pani odważniejsza w wykonywaniu trudniejszego zadania. Dobrym pomysłem może być również skorzystanie z regularnych porad u psychologa, obecnie specjaliści pomagają również za pomocą komunikatora gg lub skaypa, jeśli nie będzie możliwy dla Pani kontakt osobisty z psychologiem.

W swym liście pyta mnie Pani również o kontakt z (...), w którym jest Pani zakochana. Uważam, że w sprawach uczuciowych, najlepiej słuchać się swojej intuicji oraz samej siebie. Jeśli czuje Pani, że jest gotowa na spotkanie z (...), myślę, że w tej sytuacji najlepsze będzie bycie sobą i słuchanie swego serca. Pozdrawiam serdecznie.

Dagmara Czarna