Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Ostatecznie zainteresowanie to przejawiło się głównie jako żądanie kierowane przez pracodawców do Państwa coraz wyższych subwencji przy jednoczesnym degradowaniu niemalże do zera wartości pracy niewidomego. W formach skrajnie zdegenerowanych jest to także tworzenie stanowisk pracy nikomu niepotrzebnej, stanowisk sztucznych, za które pracodawca i pomysłodawca pobiera nie tylko subwencje od Państwa, ale także haracze od samego pracobiorcy (patrz sprawa Dubienieckiego).

W kilku swoich wypowiedziach w różnych publikacjach próbowałem przekonać zainteresowanych, że tego rodzaju praca jest czymś poniżającym niewidomego i zamiast na to się godzić, należałoby pomyśleć, w jaki sposób przywrócić godność osobie z niepełnosprawnością wzrokową, która to godność przy transformacji ustrojowej została drastycznie naruszona. Niestety, smutne to, ale prawdziwe: w zasadzie nie spotkałem żadnego czytelnika tych moich wypowiedzi, który rozumiałby, o co tu chodzi. Wydawali się natomiast w takiej czy innej formie pytać: jaka godność, po co godność, jakieś głupstwa…

I jakże żałośnie na tym tle wyglądają owe dziwaczne nierzadko spory, podkopywanie się wzajemne w ogólnopolskiej organizacji, jaką jest Polski Związek Niewidomych… Oto ludzie, którzy mogą pracować tylko wówczas, gdy jakiś pracodawca otrzyma furę pieniędzy w charakterze rekompensaty za poniesiony trud zatrudniania niepotrzebnego nikomu pracownika, toczą między sobą wojny często nie wiadomo o co, a jak nie wiadomo, o co, to jak wiadomo, zawsze chodzi o pieniądze. Oto osoba, której organ kontrolny zarzucał defraudację pieniędzy i która została zwolniona ze swej funkcji, dostaje dodatkowe jeszcze pieniądze tytułem rekompensaty za poniesione straty i zadośćuczynienia za szkody moralne, jakie to ona miałaby ponieść, a nie wykorzystywani przez nią niepełnosprawni. Oto osoby, które na podstawie zebranych danych ujawniają nadużycia kierownictwa okręgu, zostają uznane za działające na szkodę PZN, to z kolei po pewnym czasie zostaje uznane za niebyłe, a wszystko trwało ponad pół roku.

Ktoś tu z kogoś robi wariata, a otoczenie nie reaguje. Oto wieloletni zasłużony i oznaczony pracownik nagle nie otrzymuje absolutoriom na zjeździe i konia z rzędem temu, kto by wiedział, dlaczego.

A jak to wygląda z zewnątrz? Czy chcemy tego, czy nie, społeczeństwo niezajmujące się na co dzień niewidomymi, odbiera ich raczej jako ludzi biednych, którym należy współczuć z racji bardzo ciężkich doświadczeń przez los. Kiedy ludzie ci zorientują się, że owi poszkodowani, którym chciałoby się pomóc, eliminują ze swych szeregów ludzi zdolnych, ofiarnych, a wspierają karierowiczów i w dodatku ze sobą skłóconych do granic wytrzymałości, muszą zastanowić się, czy ich myślenie nie jest błędne i czy ludzie tacy rzeczywiście zasługują na pomoc, współczucie i zrozumienie. Cała sprawa nabiera wagi tym bardziej, że niektóre z osób zajmujących stanowiska w PZN wychodzą z tymi sprawami do przeróżnych władz rządowych i samorządowych, najprawdopodobniej budząc niemałe zdumienie swego pełnosprawnego otoczenia, że ludzie, którzy winni się wspierać , bo to przecież łatwiej wspólnymi siłami walczyć z nieprzychylnym losem, zwalczają się wzajemnie z powodów dla otoczenia niezrozumiałych. I nie o to bynajmniej chodzi, żeby, uznając perfidnie zasadę, że własne brudy należy prać u siebie, ukrywać różne drobne i mniej drobne świństwa występujące w PZN. No i, jak by nie patrzył, chciał nie chciał, ciągle sprawa okazuje się dotyczyć godności osoby niepełnosprawnej, a w konkretnym wypadku – osoby niewidomej. Bo rzecz w tym, aby nadal istniała organizacja niewidomych, która w sposób kompleksowy i naukowy rozwiązywała problematykę osób z niepełnosprawnością wzroku.

W przeciwnym wypadku nastąpi, właściwie już następuje, rozdrobnienie działań (jedni zajmują się wyłącznie tresurą psów, inni – chodzeniem z kijkami, jeszcze inni – pracą bez późniejszego nadzoru, jak zatrudnienie dalej przebiega).

I kończę moją myśl tak, jak ostatnio najbardziej lubię: do tego wszystkiego potrzebni są ludzie młodzi i w średnim wieku. My możemy jedynie występować w roli doradczej kozackiej starszyzny. Aby jednak wszystko to zaczęło skutecznie działać, trzeba poprawić swój wizerunek w społeczeństwie, odejść od bezsensownych swarów i zwariowanej konkurencji między ambitnymi osobnikami. I właśnie „wizerunek”, a nie „image”, jak to się teraz lubi mówić i nie lubi rozumieć. Tego sobie i Czytelnikom życzę, stawiając ciągle na pierwszym planie godność osoby niewidomej, nawet jeśli są tacy, którzy niekoniecznie wiedzą, po co im ta godność.

Jerzy Ogonowski