GŁÓWNA

ARTYKUŁY

  Powrót do artykułów

 Jerzy Prudzienica.

 

WSPÓLNIE MOŻNA WIĘCEJ


Z zazdrością patrzę na kraje, w których prawa osób niepełnosprawnych są respektowane nie tylko przez władze, ale przede wszystkim przez otoczenie społeczne: rodzinę, znajomych, sąsiadów, przechodniów, przełożonych i podwładnych. W takich krajach wysoko rozwiniętych jak: USA, Wielka Brytania, Szwecja, Niemcy nie poprzestaje się tylko na pomocy socjalnej, ale tworzy się uwarunkowania prawne, ekonomiczne i społeczne oraz organizacyjne i techniczne do normalnego funkcjonowania osób z niepełnosprawnością. Co więcej, przestrzega się ustalonych zasad, a ich naruszenie podlega sankcjom nie tylko prawnym, ale także etycznym i moralnym.
W naszym kraju też można dostrzec pozytywne przemiany w postrzeganiu potrzeb osób niepełnosprawnych. Jednak daleko nam do traktowania osób z niepełnosprawnością na równi z innymi obywatelami. Mimo ogromnej pracy i poświęcenia osób działających w organizacjach większość z ponad 5,5 milionowej naznaczonej przez los części społeczeństwa polskiego ma utrudniony dostęp do edukacji, pracy, załatwiania codziennych spraw, korzystania z dobrodziejstw kultury, uczestniczenia w turystyce. Słowem do normalnego życia, nieskrępowanego barierami i uprzedzeniami otoczenia.
Mamy liczną instytucjonalną "reprezentację" problemów i spraw związanych z niepełnosprawnością. Są instytucje państwowe i samorządowe. Są organizacje pozarządowe ogólnokrajowe, regionalne i lokalne, są zrzeszające osoby według określonych, specyficznych dysfunkcji, są stowarzyszenia tych organizacji. Spora część tych organizacji powstała z inicjatywy samych niepełnosprawnych, a więc ich działaność jest ściśle związana z potrzebami osób w nich zrzeszonych. Skąd więc powszechne odczucie, że o niepełnosprawnych decydują sprawni? Otóż ilość z trudem przekształca się w jakość. Działania są rozproszone w przestrzeni geograficznej i społecznej. Środowiska są skonfliktowane, nie współdziałają a konkurują. Tylko o co, o "klientów"?, o pieniądze, lokale, częstotliwość "audiencji" u władzy, prestiż?
Przykładem z lokalnego podwórka jest list otwarty do prezydenta Jeleniej Góry, sygnowany przez przedstawicieli siedmiu organizacji zrzeszających osoby niepełnosprawne. Mimo otwartości listu, jego pełna treść jest znana tylko adresatom. W wolnym kraju każdy ma prawo mieć własne zdanie i oceny działania innych osób i instytucji; problem w tym aby nie były to insynuacje a poparta argumentami krytyka. Nie bierzmy przykładów z polityków. Rozumiem zmęczenie w ciągłym i mało skutecznym przebijaniu sie ze sprawami osób niepełnosprawnych. Jednym to lepiej wychodzi innym gorzej, jedni przebijają się z informacją o efektach swojej pracy innym trudniej z tym dotrzeć do opinii społecznej. Powstaje więc poczucie nierównego traktowania zróżnicowanych grup osób z niepełnosprawnością.
Przede wszystkim wyzbyjmy się przekonania, że "władza" lepiej wie co nam jest potrzebne, że ma wiedzę i wolę aby te potrzeby zaspokoić. Wiedzy nie ma; najnowsze dane o niepełnosprawnych pochodzą ze spisu powszechnego z 2002 roku. O wolę zadbać musimy sami siłą argumentów prezentowanych przez organizacje osób niepełnosprawnych, nie w rozproszeniu jako przedstawiciele grup osób egzotycznych specyfiką dysfunkcji, ale jako reprezentaci zbioru problemów do rozwiązania. Państwo bowiem ma narzędzia (a jeśli jeszcze ich nie ma, to może je tworzyć) i środki aby spełniać obowiązek zapewnienia osobom z niepełnosprawnością życiowych szans równych z szansami innych członków społeczeństwa.
Tak więc może więcej i lepiej zrobimy jeśli porozumiemy się jak wspólnie problemy osób niepełnosprawnych rozpoznawać, jak je formułować i prezentować skutecznie instytucjom państwowym i samorządowym, jak zdobywać środki na likwidację barier życiowych, jak zmieniać świadomość otoczenia aby niepełnosprawny czuł się na ulicy, w sklepie , w szkole, w pracy, w urzędzie, w środkach komunikacji, w kinie, muzeum, hotelu, kościele, w przychodni, szpitalu itd. jak pełnoprawny obywatel. Wzorem do takiej współpracy niech będą rozwiązania zastosowane w Wielkiej Brytani. Tam ponad 450 organizacji działających na rzecz osób z niepełnosprawnością było mocno skonfliktowanych, walcząc o środki, wpływy, profity i prestiż. Każdy coś "ugrał", ale nie niewiele to zmieniało los potrzebujących. Urzędnikom takie rozproszenie i "konkurencja" dawało alibi na zajęcie się sprawami silniejszych grup. Dopiero powstanie dobrowolnego Królewskiego Stowarzyszenia na rzecz Niepełnosprawności i Rehabilitacji dało szansę na zjednoczenie sił wokół wspólnego celu jakim jest ochrona praw i godności osób niepełnosprawnych. Powstały unormowania chroniące prawa do równego traktowania. Zwiększono przejrzystość przepływu środków wspomagających potrzeby osób z niepełnosprawnością.
Takie zjednoczenie środowiska na szczeblu lokalnym, regionalnym oraz krajowym i u nas może zwiększyć szanse na poprawę losu osób niepełnosprawnych, a działaczom dać satysfakcję z poczynań.

Jerzy Prudzienica


  

 (c) Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych