GŁÓWNA

 

POWRÓT DO ZBIORU ARTYKUŁÓW »»

Koń - uniwersalne stanowisko terapeutyczne dla dzieci niepełnosprawnych ruchowo.


Zespół hipoterapeutyczny Hippony (www.hippony.pl) podjął działania na naszym terenie, propagując ideę terapii konnej skierowanej przede wszystkim do dzieci chorych. W czerwcu tego roku na Silesianfest w Starej Kamienicy zespół przedstawiał zajęcia hipoterapeutyczne oraz zestaw ćwiczeń na koniu dla dzieci chorych i zdrowych. O hipoterapii napisano już wiele, ale tak naprawdę wiedzę o niej posiadają tylko osoby bezpośrednio zainteresowane, czyli rodzice chorych dzieciaków. Bo to oni na co dzień zmagają się z problemem niepełnosprawności swoich dzieci i uparcie poszukują takiej formy terapii, która oprócz bólu, da dziecku przyjemność, radość, poczucie własnej wartości i chęć do walki z kalectwem.
Nasz koński terapeuta o imieniu Half Breed całym swoim 400 kilowym ciałem jest przeznaczony dla dziecka jako uniwersalne stanowisko terapeutyczne. A co to oznacza, spróbuję Państwu wyjaśnić w niniejszym artykule. Każde z przedstawionych ćwiczeń jest wykonywane przez rehabilitanta lub terapeutę. Dodam tylko, że Julka jest członkiem naszego zespołu, jest zdrowym dzieckiem i pomaga nam układać konia do hipo.
W trakcie zajęć hipo koń może być fragmentem materaca ze względu na swój szeroki zad:

Julka kładzie się na zadzie na plecach i wykonuje ćwiczenia, np. rowerek, nożyce, świeca. Potem na brzuchu: wymachy rąk, kołyska.
Innym razem staje się terapeutyczną piłką do masażu mięśni brzucha i usprawniania pracy organów wewnętrznych:
Julka prezentuje pozycję martwego Indianina (leży zwieszona przez grzbiet koński) koń może stępować.
Może być również wałkiem (końska kłoda, czyli tułów) lub klinem (szyja, czyli karczycho naszego Halfa), jak również drabinką do podciągania (grzywa końska).
Julka łapie się za grzywę i podciąga do góry. Następnie łapie Halfa za szyję i "dynda" na koniu. Może również leżeć na kłodzie w pozycji martwego Indianina, a terapeuta ją przewraca na boki, z brzucha na plecy i odwrotnie.
Wymienione przedmioty znajdują się na salce rehabilitacyjnej, ale jest jeszcze coś, co zdecydowanie stawia konia w lepszej pozycji, coś, czego nie posiada żadna znana mi salka rehabilitacyjna. Mianowicie koń znajduje się zawsze w stanie podgorączkowym z naszego ludzkiego punktu widzenia; jego temperatura ciała wynosi 38 stopni C, a jak rozgrzejemy jego mięśnie, czyli pozwolimy mu się wybiegać i rozprężyć przed terapią, to działa jak termofor albo rozgrzany piecyk. A co jest lepszego na spastyczne, spięte do bólu mięśnie jak ciepły, delikatny masaż?
Ale wracajmy do ćwiczeń, które są niesamowicie ważne w nauce chodzenia:

  • Julka leży na zadzie, koń stępuje: koń stępując wprowadza leżącego na nim na brzuchu pacjenta w ruchy zbliżone do pełzania, ważnego etapu w życiu dziecka. Zdrowe dzieci robią to mechanicznie, dzieci z porażeniem mózgowym mogą nigdy w życiu samodzielnie tego etapu nie osiągnąć.
  • Julka klęczy na koniu na czworakach: pacjenta, który znajduje się na koniu w pokazany sposób, stęp konia wprowadza w ruchy zbliżone do czworakowania, kolejnego ważnego etapu w nauce chodzenia.
  • Julka siada na koniu: ostatni etap to chodzenie, przemieszczanie się, lokomocja, najważniejszy etap w życiu człowieka, aby normalnie funkcjonował. Czy jako ludzie zdrowi potrafimy wyobrazić sobie brak możliwości chodzenia? Jak wyglądałoby wtedy nasze życie? Zdrowe dzieci osiągają ten etap mniej więcej do końca pierwszego roku życia. Dzieci porażone często nigdy. Ale, gdy uda się osiągnąć stabilny siad, mogą doświadczyć tych bodźców i ruchów, które są charakterystyczne dla fizjologicznego, prawidłowego chodu ludzkiego. Można powiedzieć, że uczą się chodzić odwrotnie. To nie mózg wysyła sygnały do mięśni (nie może wysłać, bo ten mechanizm nie działa, jest uszkodzony) tylko mięśnie i stawy miednicy poddane trójwymiarowemu ruchowi grzbietu końskiego, przekazują i kodują sygnały w mózgu. Należy dodać, że w stępie barki i luźno zwisające kończyny zachowują się podobnie, jak u idącego człowieka. Można skutecznie uczyć "chodzenia bez chodzenia". To nie wszystko: duża grupa dzieci, mimo zaopatrzenia ortopedycznego, nigdy nie będzie poruszała się samodzielnie. Wtedy koń staje się niezwykłym pojazdem terapeutycznym. Staje się nogami człowieka. O ileż to bardziej naturalne i przyjemne dla człowieka, niż wózek. Duże przestrzenie, nachylenia gruntu, piaszczyste podłoże, leśna ścieżka, korzenie drzew, kamienie - nie są przeszkodą, są wyzwaniem, które wspólnie z koniem można podjąć.
  • Julka zsiada z konia i głaszcze go, przytula się: to nie jest ćwiczenie, ale również przynosi wiele dobrych skutków. Jest to psychologiczny aspekt hipoterapii. Kontakt z koniem daje dzieciom niepełnosprawnym dobre samopoczucie, radość, wzmaga uwagę, koncentrację, niweluje stany zahamowania i lęku. Koń jest bezpieczny, nie ocenia, nie widzi choroby, jednocześnie wykazując wiele cierpliwości i miłości. Jedni myślą, że to magia, inni szukają naukowych uzasadnień. Jak to jest naprawdę wie tylko koń i mały chory człowiek.

Na tym chciałabym zakończyć artykuł. Myślę, że choć trochę udało mi się przekonać Państwa, że nie ma drugiej pomocy terapeutycznej tak uniwersalnej jak koń i warto nadal starać się o propagowanie i stworzenie w naszym rejonie prawdziwej hipoterapii.

Małgorzata Hałon - pedagog i hipoterapeuta


POWRÓT DO ZBIORU ARTYKUŁÓW »»

 (c) Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych