STRONA GŁÓWNA

ARTYKUŁY

POWRÓT DO ZBIORU ARTYKUŁÓW »», WERSJA CZYTANA »»

Podczas takiej pogody nawet ptak nie lata - nieznana historia katastrofy lotniczej w Karkonoszach


Leszek Gański

O tej katastrofie z 1946 roku nie pisały żadne gazety. Sprawę wyciszono, choć zginęło czterech młodych ludzi. Pierwsza w Polsce próba ucieczki samolotem z Góry Szybowcowej do Wiednia zakończyła się fatalnie. W tej sprawie jest wiele pytań, a być może nie wiedzielibyśmy o niej nic, gdyby nie dokumenty odnalezione na wysypisku śmieci w Jeżowie - m.in. Księga Lotów nr 1 zawiadowcy lotniska. Młody wówczas pasjonat lotnictwa Leszek Gański ocalił te dokumenty przed spaleniem i odtworzył tę fascynującą historię, którą przytaczamy w całości.
"Ostatnie 20 minut z życia załogi samolotu PO-2 SP-1 oraz dwóch pasażerów".
Jest noc listopadowa 26.XI.1945 roku, miejsce - Góra Szybowcowa, godz. 3 nad ranem. Szymańscy Alfred i Rudolf, oraz Ich dwóch kolegów podjęli decyzję ucieczki z kraju, samolotem ze Szkoły Szybowcowej w Grunowie, obecnie Jeżów. Samolot ten był przeznaczony dla dwóch ludzi - Szymańscy zdecydowali się na zabranie dodatkowo dwóch osób - Burławskiego i Rybczyńskiego. Gdzie ci dwaj zajęli miejsce jest zagadką, prawdopodobnie musieli leżeć na płacie samolotu. Możliwe jest również, że w drugiej kabinie leciało dwóch, po uprzednim wymontowaniu drążka sterowego.


Księga lotów

Taki nietypowy ładunek już był przesłanką do wypadku lub katastrofy. Decyzja zapadła- obezwładnili wartowników, samolot wyprowadzono z hangaru, uruchomiono silnik, dokonano jego próby, wyjęto podstawki spod kół, pełen gaz i start w kierunku gór i wolności.
Wiał słaby wiatr SE, zawiadowca lotniska Józef Zuzann w Księdze Lotów nr 1 odnotował zmianę pogody z ostrzeżeniem f - był to sygnał, że w górach będzie wiało i tworzy się chmura altocumulus lenticularis, tzw. chmura stojąca. Zjawisko to występuje jedynie w Karkonoszach i wykorzystywane jest przez szybowników do lotów wysokościowych. Tego zjawiska nie lekceważą nawet doświadczeni piloci, wówczas nad górami tworzą się bardzo silne zawirowania. Szymańscy to zlekceważyli lub byli tego nieświadomi, bo nigdy nie latali w takich warunkach. Brak umiejętności pilotażowych, lot nocą- były przyczynami katastrofy i utraty życia czterech osób.
Pierwsze minuty lotu przebiegają w miarę spokojnie, pilot stara się nabrać wysokość 200 metrów, by przelecieć pasmo gór. Obciążony samolot z trudem uzyskuje wysokość 1m/sek. Pilot ma jeszcze kontakt wzrokowy z ziemią wlatując w rejon Matejkowic - dzisiejszej Przesieki. Dostaje się w strefę całkowitego zachmurzenia oraz bardzo silną turbulencję, traci orientację przestrzenną , wysokość i uderza w zbocze góry. Dnia 26.XI.1946 r, godz. 4 nad ranem - wartownik Wiśniewski ze strażnicy słyszy odgłos silnika samolotu, po chwili trzask i uderzenie, melduje por. Woronieckiemu.

Zapis w księdze lotów

Por. Woroniecki zaniedbał obowiązku wysłania patrolu w celu ustalenia zaistniałej okoliczności. W dniu 2.XII.1946 r. - pracownicy leśni narodowości niemieckiej natrafiają na wrak samolotu wraz z nieżyjącymi ludźmi.
Zagadką jest, że od 26.XI - 2.XII.1946 r. sprawa ta nie była w centrum zainteresowania. Wiadomo jedynie było, że samolot został uprowadzony ze Szkoły Szybowcowej przez braci Szymańskich, byli pracownikami Szkoły Szybowcowej w Grunowie - Jeżowie. Byli znani przez personel placówki i w Aeroklubie Jeleniogórskim. Przygotowania samolotu, zatankowanie 160 l benzyny, 15 l oleju, sprawdzanie jak silnik pracuje - niemożliwe jest, by te czynności były niewidoczne. Możliwe było, że mieli życzliwych ludzi w tej wyprawie. Dnia 25.XI 1946 r. Alfred Szymański wykonuje lot w celu utrwalenia topografii terenu Kotliny Jeleniogórskiej. P. Zofia Szymańska z Gdańska w liście do syna Alfreda poleciła dwóch kolegów, by syn coś ciekawego Im zaoferował.
Ten list zaowocował w szaleńczej decyzji jaką podjęli. Rybczyński i Burławski będąc w Gdańsku czynili próby ucieczki statkiem, to Im się nie udaje, więc wpadli na pomysł eskapady samolotem. Wszyscy w okresie wojny byli związani z organizacjami podziemnymi - AK, WIN, NSZ.

Góra Szybowcowa obecnie

Szymański Alfred w sierpniu jest uczestnikiem na kursie pilotażu samolotowego w Szkole Pilotów - Ligota Dolna. Opinię o przeszłości okupacyjnej sfałszowano. Szymański jako pilot wykonał 3 samodzielne loty. Dlaczego w składzie komisji badającej przyczynę katastrofy nie było inspektora KCSP A. Kokota z Grunowa - Jeżowa?
Dokumenty:
1. Księga Lotów nr 1 - 1946, zawiadowcy lotniska w Jeleniej Górze
2. Wzór opinii dotyczącej szkolenia lotniczego - Ligota Dolna
3. Dokumenty IPN.
Feralne 34 dni Lotnictwa Sportowego Jeleniej Góry w 1946 roku.
Okoliczności te odnotował zawiadowca lotniska - Józef Zuzan w Księdze Lotów nr 1 Departamentu Lotnictwa Cywilnego Ministerstwa Komunikacji. Obecnie księga ta jest w moim posiadaniu.
24.X.1946 - pilot Musiał z pasażerką Lipińską - przymusowe lądowanie koło Łomnicy, samolot PO-2 poważnie uszkodzony.
26.X.1946 - pilot Gołata i Partyka - samolot uszkodzony na szybowisku w Grunowie- Jeżów. 26.XI.1946 - uprowadzenie samolotu PO-2 SP-AFH ze Szkoły Szybowcowej w Grunowie. Załoga Alfred i Rudolf Szymańscy oraz Ich dwaj koledzy Rybczyński i Burławski - wszyscy ponieśli śmierć w katastrofie lotniczej pod Matejkowicami, obecnie Przesieką.
26.XI.1946 - pilot Gołata - lot szybowca SP-012, szybowiec rozbity, a pilot Kopiński bez większych obrażeń. Od dnia 24.X.do 26.XI. 1946 odnotowano 3 poważne uszkodzenia sprzętu lotniczego, w tym jedną katastrofę lotniczą, w której śmierć poniosły 4 osoby.
Choć od katastrofy minęło wiele lat, Leszek Gański, wciąż zadaje pytania, na które chciałby znać odpowiedź. - W dzień przy dobrej pogodzie mieliby szansę uciec - mówi.
- Ale w nocy, przez góry, przy takich warunkach atmosferycznych? Świeżo upieczony pilot, bez większego doświadczenia. Ryzyko czy całkowity brak wyobraźni?...
Nurtuje go także inna sprawa, jeśli Szymańscy byli znani w Szkole Szybowcowej i w Aeroklubie, musieli mieć wspólników.
- Jak udało im się obezwładnić wartowników? - zastanawia się. - Przecież to byli ich znajomi…Czy był z nimi ktoś piąty? Albo i szósty, który ich ubezpieczał?
Zmarli tragicznie uczestnicy wyprawy maja po dwa groby - w Przesiece i w Jeżowie.
- Mój kolega z Aeroklubu powiedział kiedyś bardzo symboliczne słowa - wspomina Leszek Gański.
- W czasie takiej pogody nawet ptak nie lata…
Leszek Gański do dziś pasjonuje się lotnictwem i modelarstwem. Kiedy przyjechał do Jeleniej Góry w 1945 roku wstąpił do harcerstwa, z kolegami przyglądał się pracy w Aeroklubie, robili modele samolotów. Potem przeszedł kursy szybowcowe i spadochronowe, doskonale zna historię Aeroklubu, ma wiele starych dokumentów, które z chęcią udostępnia. Dziś jest aktywnym członkiem Klubu Seniorów Lotnictwa i Sekcji Historycznej.
Opracował: Leszek Gański
Dokumenty i fotografie pochodzą z prywatnych zbiorów Leszka Gańskiego.

POWRÓT DO ZBIORU ARTYKUŁÓW »», WERSJA CZYTANA »»


 (c) Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych