|
Mało kto wie, że to święto pracowników i działaczy zajmujących się słowem pisanym przypada na dzień 9 czerwca. O bibliotekarzach częściej się jednak mówi i pisze, niż o archiwistach. Jednym i drugim składamy najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności.
Do napisania niniejszego tekstu natchnęło nas spotkanie z doświadczonymi archiwistami panami Zbigniewem Meissnerem i Witoldem Kłysem, którzy jako wolontariusze KSON swoją wiedzę i doświadczenie spożytkowali na uporządkowanie i zarchiwizowanie dokumentacji Sejmiku.
Przez dziesięć lat istnienia KSON-u uzbierało się tego sporo.
Choć część dokumentów likwidujemy - mówi pan Zbigniew Meissner, to wiele najważniejszych zachowujemy od zniszczenia. Jakie to ważne, wiedzą ci, którzy starają się o emerytury i muszą udokumentować swój staż pracy i zarobki. Plonem naszej pracy są setki kilometrów akt, które trzeba przejrzeć kartka po kartce, oddzielając to co trzeba zachować od tego co należy wybrakować. To wszystko układa się według określonych procedur. Tak, żeby właściciel dokumentacji mógł w ciągu kilku minut znaleźć potrzebny dokument.
Najwięcej pracy było na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy likwidowano wiele sztandarowych zakładów pracy. Łza się w oku kręciła.
Archiwiści to przeważnie ludzie w wieku 50+, pracujący na umowę zlecenia lub zatrudnieni w wyspecjalizowanych placówkach. To trudna praca - wspominają panowie, ponieważ warunki, w których przebywamy są z reguły fatalne. To stare magazyny, zawilgocone piwnice lub duszne strychy. Mimo tej szarości archiwiści sięgają do swoich pięknych korzeni, czyli skrybów i bakałarzy. Rzeczywiście wypełniają misję, którą można określić hasłem "ocalić" od zapomnienia.
Kon.
|